BRAMA I PIĘĆ KLUCZY

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16, 15).

Życie. Idziemy przez nie. Każdy z nas codziennie mierzy się z tym dziwnym darem. Słyszymy, że to dar piękny, niepowtarzalny, święty. Cóż, kiedy wszystko, co nas spotyka, krzyczy coś zupełnie innego. Kłopoty to nasza codzienność.

Porażki? Znamy je wszyscy, Załamania, utraty, krachy. Gniew, płacz, poczucie niesprawiedliwości, krzywda, często ze strony najbliższych. Rozpacz.

Pojawiają się pytania, powracające jak refren, powtarzany do znudzenia. Czy całym moim życiem jest klęska? Czy życie to tylko pech? Jak żyć? I po co ? Dlaczego nie mam żadnego wpływu na swoje życie?

Tak pyta człowiek, odkąd istnieje .


Apostoł Paweł odpowiada: "żyję ja. Już nie ja. Żyje we mnie Chrystus".()

Możesz zmienić swoje życie! To ostatnio bardzo modny frazes, który serwują nam media. Krzyczą reklamy. Na każdej stronie kolorowych pism znajdziemy propozycję. Strony internetowe pełne są informacji, obiecujących niespotykane efekty. Rezultat niestety rozczarowuje. Walczymy w samotności i prędzej czy później zaczyna brakować sił. Porządkujemy jedną sferę życia a reszta nam się rozpada. I znów porażka… Boże, jak długo jeszcze?

 

Chrystus woła: "Oto stoję i drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy Mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (J 3,16).

Masz w sercu bramę. A może tylko małą furtkę? Może eleganckie drzwi antywłamaniowe z doskonałym alarmem? Masz tam wejście starannie zamknięte. To oczywiste. Trzeba bronić swego bezpieczeństwa, to naturalne. Tyle razy zaufałeś. Uchyliłeś drzwi . Powiesz, ze wiele razy otwierałeś drzwi Bogu. I co! Myślisz, że nawet On cię zawiódł. Jesteś chrześcijaninem od urodzenia ale w twoim życiu nie wydarzył się żaden cud.

Szukamy rozwiązań dobrych dla naszego życia, bo jesteśmy tacy jak wszyscy, Niedoskonali, słabi, przytłoczeni przez kłopoty. Szukamy Boga. To niezbyt odkrywcze. Przecież jesteśmy w większości katolikami od urodzenia. Ten wybór ofiarowali nam rodzice. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, że zapominamy, że mówimy o BOGU ŻYWYM, MYŚLACYM, CZUJĄCYM, WSZECHMOCNYM. I KOCHAJĄCYM.

 

"Albowiem nie w słowie, lecz w mocy przejawia się królestwo Boże" ( 1 Kor 4,20)

   Pięć kluczy. Droga pięciu kluczy. Metoda pięciu kluczy. To przesłanie jedni z nas usłyszeli od Neala Lozano oraz jego żony Janet na sesji Modlitwy o Uwolnienie 14 i 15 stycznia 2012 w Łodzi. Inni byli na podobnej sesji w Tarnowie 22 i 23 stycznia. Jedni po raz pierwszy zetknęli się z przesłaniem autora książek "Modlitwa o uwolnienie", inni już wcześniej byli na podobnych sesjach. Wszyscy jednak słuchaliśmy z zapartym tchem.

Metoda "Pięciu kluczy" to nie chrześcijańskie hokus pokus. To nie kolejna pseudo - terapia, która nie pomaga na dłuższą metę. TO DROGA PIĘCIU KROKÓW ku świadomemu otwarciu się na Bożą Siłę i Łaskę. Przygotowują one nas do pełnego i świadomego korzystania z sakramentów do otwarcia się na Ducha Bożego a zamknięcia drogi złemu duchowi. To właściwy komplet kluczy do otwarcia naszego serca Zbawicielowi.

1. Wyznanie wiary.
2. Przebaczenie.
3. Wyrzeczenie się złych duchów.
4. Złamanie mocy złych duchów.
5. Błogosławieństwo Boga Ojca.

Zapewne niektórych zdziwią, innych przestraszą. Jeszcze inni będą zawiedzeni, że nie ma w nich nic szczególnego ani odkrywczego. Nie zawierają żadnych tajemniczych rad. Spokojnie prowadzą nas ku poznaniu siły naszej wiary i głębi naszej słabości. My tylko podejmujemy pierwszy krok. Aktem woli wybieramy Bożą logikę w naszym życiu. Przez chwilę musimy zmierzyć się z naszymi lękami i ranami. Musimy też zrozumieć, że bez Boga żadna ludzka terapia nam nie pomoże. Cała tajemnica tkwi w świadomej zgodzie na realizację Bożego zamysłu w naszym życiu i realnym, konsekwentnym odrzuceniu zła. Potem już działa błogosławieństwo Ojca w zbawczej mocy Syna poprzez łaskę Ducha. Jakie problemy oprą się takiej terapii?

 

Warto jednak zauważyć, że ważnym a nawet koniecznym jest, abyśmy przeżyli tę modlitwę we wspólnocie. Najczęściej prowadzi ją grupa wstawiennicza, czyli ludzi mający doświadczenie we wspieraniu innych darem swojej modlitwy. Duch Święty działa w Kościele na rozmaite sposoby. Najlepiej zatem skorzystać w tej przemianie z wsparcia modlitewnego innych ale też z pomocy w uświadomieniu sobie naszych ciężarów i udręczeń. W takiej grupie możemy liczyć na pomoc, zrozumienie. Wyjaśnione zostaną wątpliwości a także usystematyzuje się skala naszych problemów. W czasie sesji modlitewnej podstawą jest akceptacja, cierpliwość oraz miłość jaką może dać jeden uczeń Chrystusa drugiemu.

"I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8, 32)

Prawda o sobie. Prawda o innych. Prawda o świecie. Prawda o Bogu Trójedynym. Zaspokoi tęsknoty naszego serca. Umocni i przemieni nasze kłopoty. Pozwoli nam przebaczać i kochać tak, jak zawsze o tym marzyliśmy. Bez względu na stan, wiek, doświadczenie życiowe. Masz w sercu Bramę. Masz klucze, które ją otwierają. Co zrobisz?

Bóg w Trójcy jest Wspólnotą. Kościół jest Wspólnotą. We wnętrzu Kościoła powstają małe wspólnoty, grupy modlitewne, Każda powołana do odkrytego przez siebie zadania. My jesteśmy wspólnotą Komórek Parafialnych. Odkrywamy naszą drogę do Boga. Chcemy pomagać. Świadomie każdy wybiera Chrystusa jako Drogę a przewodnikiem jest Duch Święty i Maryja.

Zapraszamy na Spotkanie 11 lutego 2012r o godz.17.00 na Strychu lub zadzwoń 513013980.

A oto świadectwa uczestników:

"Głębokim echem w moim sercu odbiła się modlitwa o błogosławieństwo Ojca (Niebieskiego) którą przeżywaliśmy na zakończenie drugiego dnia sesji.

Modliliśmy się kontemplując wizję chrztu Jezusa w Jordanie a Neal Lozano prowadził nas w modlitwie przy pomocy pięknego obrazu:

 Był ciepły słoneczny dzień. Znowu przyszłam nad Jordan tak jak w poprzednie dni. Nad rzeką tłum ludzi, z którego co chwilę ktoś podchodził do Jana Chrzciciela. Podeszłam bliżej nad brzeg i pomyślałam - dzisiaj też to zrobię, już nie będę zwlekać i odkładać.

Jan Chrzciciel, zanurzony po pas w wodach Jordanu popatrzył gdzieś ponad tłum na wzgórza i powiedział "oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata", a patrzył na konkretnego człowieka. Mówili, że to Jezus z Nazaretu. Ale, zastanawiałam się, co to znaczy być "Barankiem Bożym" i jak, w jaki sposób człowiek może zgładzić grzechy świata. Wtedy Jezus zszedł ze wzgórza i zaczął iść w kierunku Jana Chrzciciela a gdy mnie mijał, popatrzył na mnie i wtedy, nie zastanawiając się już poszłam za Nim. Weszłam w wody Jordanu najpierw po kolana, później po pas i oboje z Jezusem stanęliśmy przed Janem Chrzcicielem. Jan patrzył na Jezusa szeroko otwartymi oczami i powiedział "nie mogę Cię ochrzcić" ale Jezus odpowiedział "ochrzcij Mnie aby się wypełniło prawo". Wtedy Jan wyciągnął drżącą rękę i położył ją na głowie Jezusa a drugą położył na mojej głowie. I poczułam że przeniknęła mnie do głębi jakaś błyskawica. A w chwili gdy zanurzałam się w wodach Jordanu, poczułam, że wszelkie brudy mojego wnętrza odpływają gdzieś daleko. Wychodząc z wody usłyszałam cichy grzmot a potem słowa "Ten jest Mój Syn Umiłowany w którym mam upodobanie". Rozejrzałam się, szukając wzrokiem Jezusa, ale nigdzie Go nie było. Wtedy wreszcie zrozumiałam - Jezus był we mnie i to do mnie były te słowa. To ja byłam tym ukochanym dzieckiem, w którym Ojciec ma upodobanie. I zobaczyłam Ducha w postaci gołębicy i poczułam jak głęboko mnie przenika. Nawet nie wiedziałam, że moja dusza ma taką głębię. I wtedy właśnie stamtąd, z samej głębi mojej duszy, wypłynęły słowa "ABBA! Mój Ojcze!"

Gdy odchodziłam znad Jordanu już wiedziałam, że jestem innym człowiekiem, przemienionym człowiekiem. Przemienionym, bo spoczęło na mnie błogosławieństwo Ojca."

Wiem z rozmów, że wielu z nas głęboko przeżyło tę modlitwę i wierzę, że pozostawi w nas trwałe owoce. Barbara

Na "Sesję modlitwy o uwolnienie" z Nealem Lozano w Tarnowie - Mościcach trafiłam wydawałoby się przez czysty przypadek, ale podobno u Boga nie ma przypadków... W ostatnim czasie zmagałam się z falą przytłaczających mnie problemów zarówno małżeńskich, zawodowych, jak i zdrowotnych. Czułam, że ich brzemię stawało się dla mnie zbyt ciężkie i popadałam powoli w depresję. Odpowiedź Boga na moją modlitwę prośby o pomoc była prawie natychmiastowa. Dzięki zachęcie znajomych zgłosiłam swoje uczestnictwo na sesję w ostatnim dniu zapisów przez internet. Było dla mnie jasne, że nie jestem Bogu obojętna i  ze sam mnie szuka i pragnie prowadzić. Spotkanie z Nealem Lozano- liderem jednej ze Wspólnot Odnowy w Duchu Św. w USA uświadomiło mi, że na świecie toczy się nieustanna walka duchowa o każdego z nas pomiędzy siłami dobra i zła.

Podczas modlitwy zobaczyłam konkretną sytuację, kiedy to jako 5 letnia dziewczynka przeprowadzałam się z rodzicami z sielskiego domku dziadków z pięknym ogrodem do ciasnego mieszkania w bloku. Może niektórym ten problem wyda się banalny ale jako dziecko odebrałam te wydarzenie jako odrzucenie i wpuściłam właśnie ducha odrzucenia do mego życia, a wraz z nim zagnieździły się inne duchy towarzyszące jak duch lęku, nienawiści, izolacji, braku akceptacji, perfekcji, pychy. Duchy te powoli opanowywały mój umysł,  emocje, wolę. Niestety  przypieczętowałam ich obecność w moim życiu godząc sie naiwnie, żeby moja ciocia postawiła mi tarota. Konsekwencje były szybko zauważalne - już na studiach pojawiła się u mnie nerwica, która co jakiś czas powracała czyniąc mnie bezradną wobec różnych zagrożeń. W miarę trwania konferencji Neala i opowiadaniu historii wielu uwolnionych osób- uświadomiłam sobie kolejne nieuporządkowane sprawy w moim życiu i z jakim konkretnym demonem maja związek. Neal poprowadził nas do modlitwy o przebaczenie wszystkim ludziom, którzy nas skrzywdzili, a także sobie samym i Panu Bogu, jeśli czujemy taką potrzebę. Następnym krokiem było wyrzeczenie się kolejno po imieniu konkretnych duchów, którym daliśmy dostęp do naszego życia oraz wszystkich ich dzieł. Chwilę potem prowadzący sesję stanął w autorytecie Jezusa Chrystusa, bo nikt inny tylko Pan ma moc nas uwolnić, i rozkazał wszystkim wymienionym złym duchom odejść raz na zawsze. Poczułam wtedy jakby spadł mi z głowy wielki ciężar. Jednak najtrudniejszym dla mnie momentem było przyjęcie błogosławieństwa Boga dla mojej tożsamości i przeznaczenia. Tak długo żyłam w kłamstwie odrzucenia i lęku, że ciężko mi było uwierzyć że dla Boga jestem ukochaną córką i że mogę przyjąć Jego miłość. W końcu jednak subtelne ciepło Ducha Św. zatliło się w moim sercu dając mi nadzieję, że ten proces uwalniania jaki się rozpoczął zaprowadzi mnie pełnej wolności w Chrystusie. Po powrocie do szarej rzeczywistości już w kolejnych dniach poczułam że Bóg chce mnie ciągle oczyszczać i otrzymałam poznanie kolejnych złych duchów i dar głębokiego żalu za grzechy. Teraz uczę się żyć w nowy sposób- już silniejsza, bo wyposażona w konkretne narzędzie i świadomość, że wreszcie zeszłam z "drogi przekleństwa" i wraz z Chrystusem pragnę kroczyć "drogą Błogosławieństwa".
Ania

Zawsze starałam się zawierzać Bogu każdą z przeżytych chwil. Zdążyło się ich trochę nazbierać i przez to wyrobiło się we mnie przeświadczenie, że moja wiara jest stabilna, a zranienia z przeszłości są zamkniętą kartą w moim życiu. Tymczasem Bóg i tym razem okazał swoją nieprzewidywalność łamiąc ten tok myślenia i lecząc związane z nim ukryte rany mojego serca.

Jakiś czas przed moim udziałem w sesji modlitwy o uwolnienie (na którą wybierałam się w ramach formacji parafialnych komórek ewangelizacyjnych) Jezus w wyrazisty sposób pokazał mi, że wiele starych krzywd pozostawiłam bez przebaczenia, przypominając wydarzenia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Wspomnienia odżyły w bardzo dotkliwy sposób, a myśli nawiedzały często w różnych sytuacjach i treściach, takich jak historia biblijnego Dawida. Wróciły dawne sytuacje, kiedy przez swój nietypowy wygląd byłam szykanowana i odrzucana przez tych, którzy mieli służyć mi za wychowawców. Przez swoje płomiennorude włosy, które dawniej, przez stereotypową mentalność żyjących w moim otoczeniu ludzi wyróżniały mnie w sposób negatywny nie mogłam realizować się w pasjonujących mnie rzeczach takich jak muzyka; taniec. W późniejszym czasie, mimo różnych propozycji z nimi związanymi odmawiałam, obawiając się kolejnych zranień.

Podczas sesji, w czasie modlitwy Pan Bóg dotknął mojego serca i zrozumiałam, że w duszy nadal tkwi rana spowodowana brakiem przebaczenia. Pan uwolnił mnie i dał mi siłę, abym mogła darować tym, którzy mnie wiele lat wcześniej skrzywdzili, a także wreszcie uwierzyć w siebie.

Jezu, dziękuję Ci za to, że mogę postępować zgodnie ze słowami modlitwy, której Sam nas nauczyłeś… “i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Dzięki Tobie mogę żyć tak, jak się modlę i modlić się, tak jak żyję. jAsia

 

Uczestnicząc w Sesji w szczególny sposób poruszało mnie jak Neal przywoływał pewne wydarzenia z Ewangelii i nadawał im swoisty komentarz. Opowiadał o Syrofenicjance, która idąc za Jezusem krzyczała aby uwolnił jej córkę od wpływu złego ducha. Odpowiedź Jezusa była jakby nie pasująca do tej sytuacji: "nie powinno się zabierać chleb dzieciom a dawać psom" i tak dalej. Prowadzący skomentował to w taki sposób: czy uwolnienie od złego ducha nie powinno być czymś tak oczywistym jak danie kromki chleba? Następnie przywołał obraz człowieka, który w nocy dobijał się do swojego sąsiada ponieważ potrzebował chleba dla przyjaciela przybywającego z dalekiej podróży. Kilkakrotnie ów sąsiad odmawiał wydania chleba wymyślając mniej lub bardziej istotne powody, lecz za każdym razem reakcja natręta była podobna: ty nic nie rozumiesz, mam przyjaciela, który przybył z dalekiej podróży, potrzebuje chleba, nie odejdę dopóki nie dasz mi dla niego chleba. I kolejny komentarz: jak natarczywa jest Twoja modlitwa zanoszona do Boga za Twojego przyjaciela, który jest w potrzebie, który potrzebuje uwolnienia? Zobaczyłem, że chociaż troszczyłem się o potrzeby drugich, czyniłem to raczej z poczucia obowiązku. Jezus włożył w moje serce słowa "uciśnionych odsyłaj wolnymi" i chociaż mam świadomość, że sam niewiele potrafię, to z Nim mogę wszystko. Staszek.

W lipcu 2003 roku zaczęła chorować na astmę nasza 3-letnia córeczka. W 2004 roku znalazła się z ciężką dusznością w szpitalu i zachorowała na wirusowe, śródmiąższowe zapalenie płuc. Lekarze leczyli ją antybiotykami, na które była uczulona i co 3 dni bardzo wymiotowała. Po tej długiej chorobie i silnym napięciu, które temu towarzyszyło, w moje serce wkradł się bardzo silny lęk o córeczkę. Pracowałam wtedy zawodowo i żyłam w konflikcie wewnętrznym, gdyż dziecko często chorowało. Zaczęłam cierpieć na nerwicę lękową, z którą zmagałam się 8 lat. Największe wsparcie otrzymywałam w tym czasie od Pana Boga w małej grupie przyjaciół i od roku w Komórce Parafialnej. Wiedziałam, że Jadzia i Ojciec Jacek bardzo walczą duchowo o moje uwolnienie. Bardzo potrzebowałam miłości uzdrawiającej Pana Boga.

21.I.2012 roku z przyjaciółmi ze wspólnoty wyjechaliśmy do Tarnowa na sesję "Modlitwa uwolnienia" prowadzonej przez Neala Lozano. Podczas modlitwy o błogosławieństwa Boga Ojca poczułam wewnętrzny pokój przenikający mnie bardzo głęboko. Tak jakby ktoś odkleił niewidzialne plastry zakrywające wszystkie rany mojego serca. Czułam, że moje serce znów zaczyna czuć i żyć dla Boga i dla ludzi. Do domu wróciłam z bardzo silnym wewnętrznym przekonaniem, że Pan Bóg uleczył moje serce. Przywrócił mi też wiarę i nadzieję. Zabrał zwątpienie i zniechęcenie. Nie były to tylko chwilowe uczucia. Gdy przyszła próba zwątpienia czy jest to trwałe uzdrowienie, sprzeciwiłam się w imię Pana Jezusa Chrystusa, wyrzekając się ducha zwątpienia i przygnębienia. Pan Bóg mimo trudnej sytuacji napełnił mnie na nowo swoim światłem i pokojem. Chwała Mu za to! Amen. Beata

Szukaj

Msze święte

Dni powszednie:

600, 630, 700, 730
800, 830, 1800
piątek 1930 młodzieżowa 
 

Niedziele i święta:

 600, 800
 930 - młodzieżowa
1100 - dla dzieci
1230 - suma
1400, 1530, 1830
2000 - dla studentów

Msze w dni półświąteczne
600  700  800  900  1000
1515  1630  1800  1930

Nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy:
wtorki o godz. 18.00
Nabożeństwo do
Miłosierdzia Bożego:

czwartki po Mszy św. wieczornej
Początek strony
Template designed by kolejowa.net